wtorek, 4 lipca 2017

Problemy ślimaka: Szczęście, deszcz i Makaron.

Tego ranka miałam plan wyjść na krótki spacer. No więc zjadłam banana na śniadanie, ubrałam się i wyszłam. Spacerowałam wzdłuż głównej ulicy. Zaczęło kropić. Nagle jakiś baran wpadł na mnie, bo lampił się w swoją komórkę.
- Sorry - rzucił od niechcenia.
- U nas to bardziej przepraszam - rzekłam ozięble i dodałam - Widać, że w tej komórce mózg ci wyprało.
Chłopak podniósł głowę z telefonu. Spojrzał na mnie. Podejrzewam, że chciał coś powiedzieć, lecz odebrało mu mowę. Jego źrenice wydawały się powiększać, a wszystkie ruchy wykonywał w ślimaczym tempie. Uniosłam brwi i ruszyłam dalej. Spokoju jednak już nie miałam. Chłopak szedł za mną. W pewnym momencie podszedł bliżej.
- A tak w ogóle jak się nazywasz? Ja jestem Makaron. Znaczy Marek, ale wszyscy mówią na mnie Makaron- powiedział.
- Ślimak - odpowiedziałam jednocześnie przyśpieszając kroku.
- Ślimak? Dlaczego? Twoje tempo na pewno na to nie wskazuje - zdziwił się.
Nie czułam już spadających kropli wody we włosach.
- Pojawiam się tylko po deszczu - uśmiechnęłam się - Potem znikam i czekam na kolejny.
- To ja poczekam... Mieszkasz gdzieś nie daleko? Masz Facebooka?
- Kamila Śmigielska.
Makaron zwolnił, ja przyśpieszyłam.
Doszłam do placu zabaw. Naprawdę byłam szczęśliwa. Znowu padał deszcz. Huśtałam się na huśtawce. Woda spływała po mojej wodoodpornej kurtce. Mokre włosy wleciały mi do ust. Patrzyłam w niebo. Wreszcie miałam spokój. Wakacje zaczęły się tydzień wcześniej, ale poczułam je dopiero w tamtej chwili.
Uśmiechnięta zeszłam z huśtawki. Złapałam za ramię mojego zielonego plecaka i cała mokra kierowałam się w stronę domu. Nawet głód nie mógł przeszkodzić mi w radowaniu się chwilą.
Ugotowałam wodę i wrzuciłam do niej makaron. Dodałam pesto. Zaczęłam rozmyślać o tym co się wydarzyło...