niedziela, 30 września 2018

Bezradny uśmiech wkradł się bokiem i zaszczycił swą obecnością całą grupę. Powieki powoli im opadały pod ciężarem emocji.Wszyscy spuścili wzrok. Najwyższa dziewczyna stała zgarbiona i zbierała się do podjęcia monologu broniącego ich racji. 
- I co dalej? - zapytałem, by wreszcie któreś przełknęło porażkę i postanowiło podjąć jakieś działanie.
- Nic. - odpowiedział niższy chłopak.
- To już koniec. - sprostował ktoś z tyłu.
Spojrzałem na płaczącą młodzież. Nie wiedziałem jak im pomóc. Sam byłem w rozsypce. Od kilku miesięcy nie byłem w stanie spotkać się z moją matką i nie chciałem przyjąć do wiadomości, że moja córka nie chce już ze mną mieszkać. Kłóciłem się z wszystkimi. Tylko grupa, teraz płaczących nastolatków z różnych części miasta, była w stanie ze mną otwarcie rozmawiać. Ale nie dziś. Dziś po raz pierwszy to nie ja zawiodłem innych... A może i ja? Jako ich opiekun nie powinienem był im pozwolić na coś tak głupiego.
- Nie... - cichy głos przerwał moje rozmyślenia - To wcale nie jest koniec!
- Ewa... - szepnęła przez łzy najwyższa dziewczyna.
- Tylko od nas zależy czy to będzie koniec. Okej, nie udało nam się przekonać nikogo do pomocy nam i nie mamy zgody na zbiórkę pieniędzy. Każdy z nas będzie miał teraz jeszcze więcej problemów w domu, ale chcieliśmy dobrze. Miało być DOBRZE. I przez jeden błąd jakim jest wypaplanie naszych przestępstw osobie, której zależy na zamknięciu nas w poprawczaku a pana profesora w więzieniu nie możemy się poddać. Teraz może będzie nam lżej? Trzeba to tylko dobrze rozegrać...

wtorek, 21 sierpnia 2018

Słowa, ah te słowa

Czasem ciężko coś z siebie wydusić. 
Normalnie konwersować. 
Bez tajemnic. 
Ukrytych faktów. 
Zagubionej, we mgle emocji, prawdy.

sobota, 28 lipca 2018

Jezioro

Powoli opadały mi powieki. Szum wody usypiał mnie bardziej niż łyk melisy z miodem. Delikatnie mokra trawa otulała mnie coraz mocniej. Mrugałam powoli. Chciałam dalej patrzeć na zachodzące słońce. Zatapiałam się w chwili.
Myślałam o tym jak mało mi brakowało by utopić się w jeziorze. O tym jak bardzo byłam i jestem głupia. O tym ile ludzi by płakało, a ile nie mruknęłoby nawet na myśl o mnie pod wodą.
Wtedy jedyne co było ważne to płynąć. Nieważne jak wiele sił miałoby to kosztować. Jak wiele bym utraciła.
Ważne było by uciec od świata, w którym nie czuje się ani trochę sobą. Od świata, w którym nie ma miejsca dla kogoś takiego jak ja.

Ona leżała obok... Obserwowała cały mój proces myślowy. Chyba robiłam dziwne miny, bo wyglądała na zaniepokojoną... A może zmartwiła się, że musiała mnie wyciągać z wody ledwo przytomną...

W każdym razie to dobra przyjaciółka. Nie powinna się przeze mnie martwić. Na razie nie chcę już pływać. Teraz spróbuje zasnąć...

czwartek, 28 czerwca 2018

Kiedy coś wywołuje na nas duże emocje - inspiruje, cieszy, złości - potrafimy skierować wszystkie myśli na to coś. W kółko myślimy i mówimy tylko o tym.
Każdy tak robi.
I każdego tak samo irytuje jak robią to inni.
Hipokryzja? Być może, ale tak działa nasz świat.

środa, 9 maja 2018

Jeszcze wczoraj wszystko było proste.
Wybory były łatwe i do przewidzenia,
a dziś jakby na złość wszystko stanęło na głowie.

piątek, 20 kwietnia 2018

Problemy Ślimaka: Lody cappuccino, śmierć i truskawki

Nasze drugie spotkanie.
To głupie, ale przez dwie godziny zastanawiałam się co ubrać. Rzadko chodziłam na tego typu spotkania(rzadko, żeby nie rzec że w ogóle). Denerwowałam się. Pisaliśmy ze sobą już drugi miesiąc. Nawet nie zauważyłam kiedy to minęło. Wspólnie(głównie on) uznaliśmy, że musimy uczcić dzień, w którym napisałam pierwsza i to jeszcze wiadomość dłuższą niż 475 znaków. Zaprosił mnie na owoce. Nie tak jak wszyscy, którzy szczęśliwi chodzą na lody. On nie mógł jeść lodów.
Współczułam mu strasznie! Zastanawiałam się, czy gdyby mój organizm nie tolerował laktozy i jej skonsumowanie w dużej ilości mogło by spowodować śmierć(a nie tylko niemiłosierny ból brzucha) to czy nie wolałabym umrzeć niż nie jeść ich do końca... Toż to najmilsza śmierć świata! Jesz lody... Na przykład o smaku najsmaczniejszej kawy świata... mhmmm... rozkoszujesz się smakiem i nagle cyk! Już nie żyjesz...
Zagapiłam się. Byłam spóźniona. 
Zaczęło kropić.

 - Już się bałem, że nie przyjdziesz i będę sam musiał zjeść te wszystkie słodkości! - powiedział uradowany moją osobą i wskazał ręką na kosz wypełniony truskawkami.
- Dlaczego truskawki? - zapytałam biorąc jedną do ust.
- No tak pomyślałem, że to smaczne owoce, bogate w wiele witamin, pobudzające białka chroniące przed cukrzycą i chorobami serca, będące jednocześnie symbolem miłości... 

piątek, 23 marca 2018

Powiedziała mi kiedyś, że nigdy nie przestanie mnie uwielbiać. Powiedziała, że zawsze będę w jej sercu. Nigdy nie zapomni o nas i o naszej bezgranicznej miłości.
A teraz rzeczywiście nie może zapomnieć.
Niszczy jej to życie.
Ja niszczę jej życie.
Bo zakazałem jej zapomnieć.

poniedziałek, 12 lutego 2018

Impuls

Wiesz do czego prowadzi zły nastrój i złość? Do pochopnych i impulsywnych decyzji. Nie zawsze jednak można je określić jako zły ruch. Czasem pozwalają na popis odwagi, który daje niespodziewane szanse na gwałtowne(i dobre) zmiany.

Co byśmy zrobili bez takich bodźców... Coś musi nas pobudzić do działania. Nie tylko złość, może też radość, czy jakakolwiek inna emocja.

piątek, 2 lutego 2018

Sens tkwi w tym, czego ludzie nie widzą. Patrząc oczami nie zobaczymy tego co daje nam sens. Coś właściwego, zgodnego z prawidłowym myśleniem ujrzymy dopiero, gdy nie kierując się niczym co ludzkie i znane, zatracimy się w tym co wydaje się bezsensu. Dopiero wtedy odkryjemy prawdziwe dla nas znaczenie czegoś.

poniedziałek, 8 stycznia 2018

-...Moim pierwszym pomysłem było złapanie jej i schowanie w słoiku. Adam spojrzał się na mnie jakby wiedział o czym myślę i chciał mi to czym prędzej wybić z głowy. Ja jednak nie miałam zamiaru rezygnować z pierwszej myśli. Złapałam za słoik i odkręciła wieczko. Podbiegłam w jej stronę i zaczęłam szukać jej w trawie. Adam znalazł ją pierwszy. Wziął ją na ręce i pobiegł jak najdalej ode mnie. Ucieczka z żabą była pierwszą niespodziewaną rzeczą, którą zrobił... Od tamtego czasu ciągle mnie zaskakuje.
-Wow... znacie się od dawna. W sumie on jest ciągle taki sam - ciągle zależy mu na ratowaniu przed tobą chorych i bezbronnych - zaśmiała się Żaklin.
- Bardzo zabawne -odpowiedziałam z przekąsem.