Bezradny uśmiech wkradł się bokiem i zaszczycił swą obecnością całą grupę. Powieki powoli im opadały pod ciężarem emocji.Wszyscy spuścili wzrok. Najwyższa dziewczyna stała zgarbiona i zbierała się do podjęcia monologu broniącego ich racji.
- I co dalej? - zapytałem, by wreszcie któreś przełknęło porażkę i postanowiło podjąć jakieś działanie.
- Nic. - odpowiedział niższy chłopak.
- To już koniec. - sprostował ktoś z tyłu.
Spojrzałem na płaczącą młodzież. Nie wiedziałem jak im pomóc. Sam byłem w rozsypce. Od kilku miesięcy nie byłem w stanie spotkać się z moją matką i nie chciałem przyjąć do wiadomości, że moja córka nie chce już ze mną mieszkać. Kłóciłem się z wszystkimi. Tylko grupa, teraz płaczących nastolatków z różnych części miasta, była w stanie ze mną otwarcie rozmawiać. Ale nie dziś. Dziś po raz pierwszy to nie ja zawiodłem innych... A może i ja? Jako ich opiekun nie powinienem był im pozwolić na coś tak głupiego.
- Nie... - cichy głos przerwał moje rozmyślenia - To wcale nie jest koniec!
- Ewa... - szepnęła przez łzy najwyższa dziewczyna.
- Tylko od nas zależy czy to będzie koniec. Okej, nie udało nam się przekonać nikogo do pomocy nam i nie mamy zgody na zbiórkę pieniędzy. Każdy z nas będzie miał teraz jeszcze więcej problemów w domu, ale chcieliśmy dobrze. Miało być DOBRZE. I przez jeden błąd jakim jest wypaplanie naszych przestępstw osobie, której zależy na zamknięciu nas w poprawczaku a pana profesora w więzieniu nie możemy się poddać. Teraz może będzie nam lżej? Trzeba to tylko dobrze rozegrać...