sobota, 28 lipca 2018

Jezioro

Powoli opadały mi powieki. Szum wody usypiał mnie bardziej niż łyk melisy z miodem. Delikatnie mokra trawa otulała mnie coraz mocniej. Mrugałam powoli. Chciałam dalej patrzeć na zachodzące słońce. Zatapiałam się w chwili.
Myślałam o tym jak mało mi brakowało by utopić się w jeziorze. O tym jak bardzo byłam i jestem głupia. O tym ile ludzi by płakało, a ile nie mruknęłoby nawet na myśl o mnie pod wodą.
Wtedy jedyne co było ważne to płynąć. Nieważne jak wiele sił miałoby to kosztować. Jak wiele bym utraciła.
Ważne było by uciec od świata, w którym nie czuje się ani trochę sobą. Od świata, w którym nie ma miejsca dla kogoś takiego jak ja.

Ona leżała obok... Obserwowała cały mój proces myślowy. Chyba robiłam dziwne miny, bo wyglądała na zaniepokojoną... A może zmartwiła się, że musiała mnie wyciągać z wody ledwo przytomną...

W każdym razie to dobra przyjaciółka. Nie powinna się przeze mnie martwić. Na razie nie chcę już pływać. Teraz spróbuje zasnąć...