Usiadłem na ławce. Wiatr próbował opatulić mnie i moich przyjaciół. Jednak tylko ja poczułem listopadowy chłód. Przeżegnałem się. Wyjąłem ze skrytki zmiotkę ze skrytki i pozbyłem się wody z posadzki. Wyciągnąłem z siatki kwiaty i ustawiłem tak jak zawsze ustawiała moja mama. Porozmawiałem chwilę z rodziną i przyjaciółmi, po czym schowałem zmiotkę. Pomodliłem się jeszcze raz, zapaliłem znicz i odszedłem. Miałem zamiar wrócić tam już niedługo... Być może na stałe...Czas leci a ty ciągle w tych internetach... Może chociaż poczytasz coś ciekawego? Mogę cię zapewnić, że tutaj jest to również dziwne i szalone... Takie bywają przemyślenia... Tak czy inaczej zapraszam!
wtorek, 1 listopada 2016
Usiadłem na ławce. Wiatr próbował opatulić mnie i moich przyjaciół. Jednak tylko ja poczułem listopadowy chłód. Przeżegnałem się. Wyjąłem ze skrytki zmiotkę ze skrytki i pozbyłem się wody z posadzki. Wyciągnąłem z siatki kwiaty i ustawiłem tak jak zawsze ustawiała moja mama. Porozmawiałem chwilę z rodziną i przyjaciółmi, po czym schowałem zmiotkę. Pomodliłem się jeszcze raz, zapaliłem znicz i odszedłem. Miałem zamiar wrócić tam już niedługo... Być może na stałe...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz