środa, 16 października 2024

przy kawie

o niskim ciśnieniu

i wysokim stopniu mniemania, że wszystko mi się należy,

nie muszę więc pracować.

na żadne umiejętności, pieniądze czy inne dobra, które nazwiesz

zasobami.

piję kawę.

nie muszę, ale jednak, tak

bo gdy ograniczanie się miało dopiero zaczynać,

skończyło się lato,

a zaczęła jesień.

środa, 10 marca 2021

 A najgorszy jest ten moment oczekiwania. Ta niewiedza i bezradność. Wymyślanie różnych scenariuszy. Rozmyślanie czy nic się nie stało. Szukanie błędów i ewentualnych innych możliwości. 

Siedzę zasłuchana. 
Wyczekuję znaku
życia, odpowiedzi.
A dostaję ciszę...
Najmocniejszy akcent.
Taki tłumik głosu
rozsądku, mądrości.

I rodzi się myśl. Jedna za drugą.
Ścigają się zasłaniając obraz.
Czarno. Mroczki. Brak widzenia. Do widzenia.

niedziela, 6 grudnia 2020

Wyrazić znaczy ukazać. Odpowiednio przekazać, dać do zrozumienia. Dziś wyraża mnie pociąganie nosem w ciszy. Jak mogę inaczej określić swój stan? Kapiąca woda i połamane ręce. Żadnych możliwości. Jak mogę wyrazić siebie nie będąc w stanie odebrać wyrazów z otoczenia?

czwartek, 29 października 2020

Kompromis. Bezpieczeństwo. Przeginka.

Dzień dobry – tak się witam z każdym nadchodzącym dniem. Mówię: „Dzień dobry piękny… Co masz dziś dla mnie do zaoferowania?” A on odpowiada. Zwykle rozmawiamy o jedzeniu, szkole, takich zwykłych, normalnych codziennych sprawach.

Dziś opowiedział mi o wspomnieniach. Wspomnieniach z dni, w których walczyło się o wolność. Wspomnieniach ludzi, którzy zostali zmuszeni do walki o swoje prawa. Wspomnieniach emocji zbyt ciężkich i trudnych do opisania. Dziś opowiedział mi o kompromisie, zawartym 23 lata temu. Kompromisie zupełnie nie idealnym, ale zapewniającym zgodę.  Dziś opowiedział mi o planach. O planach na lepsze jutro. Planach na spacer. Planach na walkę. Planach na działanie.

Dziś jest teraz i nie wróci nigdy. Historia lubi jednak zataczać koło. Przeszłość sama z siebie nie wyciąga wniosków. Teraźniejszość musi zacząć słuchać. Słuchać przede wszystkim siebie nawzajem.

Słuchać i słyszeć. Wyciągać wnioski.

Nigdy nie czułam się tu bezpiecznie. Jakby ziemia po prostu nie była moim domem. Ostatnio jednak jest tylko gorzej. Bezpieczeństwo brzmi archaicznie, anarchistycznie. O wszystko trzeba się martwić, aby żyć zgodnie z prawem. O wszystko zaczynam się zamartwiać. Dzień mnie połyka. Rozmowa trwa wieki. Inni ludzie działają. Ich strach schował się pod kocem z wkurwienia.

Wirus czy nie wirus. Aborcja czy nie aborcja. Człowiek to człowiek.

Człowiek to człowiek i ma swoje prawa. Człowiek to człowiek i ma swoje poglądy.

Prawo to prawo. Człowiek to człowiek. Rząd to zabawa.

 

wtorek, 18 sierpnia 2020

Latanie

Polećmy tam, gdzie będzie pięknie. Tam gdzie wszystko będzie proste i oczywiste. 
Polećmy "tam gdzie jest nudno, ale będziemy szczęśliwi." 
Polećmy tam na latającym bizonie... albo nauczmy się latać...
Weź głęboki wdech, zamknij oczy i leć. 
Wezmę głęboki wdech, zamknę oczy i też polecę.
Latanie wydaje się coraz łatwiejsze.

czwartek, 30 lipca 2020

porwana przez wiatr

Nie sądziłam, że tak łatwo wypuścić mnie z rąk. Nie sądziłam, że po tylu nowych kontaktach, tylu dotykach, tylu interesujących chwilach po prostu porwie mnie wiatr. Nie sądziłam, że nie będziesz mnie gonić. Myślałam, że znaczymy dla siebie coś więcej... że jeszcze wiele ciekawych przygód przed nami. Myślałam, że gdy już nie będę Ci potrzebna wystarczy to, że przy Tobie będę. Przeszkadzało Ci to? Zostałam zraniona. Upadłam najniżej jak się da. Nie miałam kontroli. Ty też nie. Zaczęłam się oddalać. Leciałam i leciałam, a Ty tylko to obserwowałeś z nowymi koleżankami. Myślałam, że nie jest jeszcze za późno. Myślałam, że Ci wybaczę a Ty mnie dogonisz... że po tej krótkiej chwili odrzucenia pokażesz ile dla ciebie znaczę. Pokazałeś. Ale jednak oddalałam się coraz bardziej. Już nie jestem dla Ciebie Twoja. Już nie obchodzi Cię moje istnienie. Zostałam porzucona. Latam i czekam aż ktoś mnie wreszcie złapie i znowu poczuje się potrzebna. Taki już mój los - plastikowej siatki.

środa, 27 maja 2020

Poszukiwania

Poszukuję energii. Nie wiem jeszcze do końca jakiej ani na co. Nie potrzebuję zwiększać kinetycznej czy potencjalnej by wyrwać się z pola grawitacyjnego. Przydałaby mi się raczej taka, którą zwą pozytywną. Oczywiście trochę czasem jej mam, ale nie znalazłam sklepu, w którym oferowali by większą dawkę niż tą, którą posiadam (i to jeszcze w rozsądnej cenie!)... Ciężkie to życie. Zwłaszcza, że przyciąganie nie pozwala mi znaleźć energii w zbyt dużej odległości od innych ciał. 
Poszukuję motywacji. Wiecie tej takiej co sprawia, że słowa: zrób to wreszcie, nabiorą sensu i faktycznie zostanie wykonana praca. Jak znajdę to może nawet Wam o tym opowiem, ale nie wiem czy się zmotywuję. 
Poszukuję sensu. I kończę poszukiwania czegokolwiek stwierdzając, iż sens nie istnieje. 

Być może tak właśnie ma być, że nie myśląc i nie dociekając, nagle nad niczym się nie zastanawiając po prostu jesteśmy. Jesteśmy w danym miejscu i czasie. Czujemy. Jesteśmy i odczuwamy. A może to, że nadal nie wiemy co odczuwamy ani dlaczego da nam poczucie spokoju. Może wystarczy zamknąć oczy i okaże się, że tak naprawdę od początku to wszystko wiedzieliśmy i nie było nad czym się zastanawiać. Może po prostu wystarczy żyć.