Siedziałam na krześle i wykonywałam ćwiczenia z biologii. Nagle zgasły wszystkie światła i wyłączył się mój komputer. Próbowałam się rozejrzeć, ale było zbyt ciemno. Usłyszałam reakcje mojej mamy na to, że wysiadł prąd - O! Złapałam za telefon, włączyłam opcje latarki i ruszyłam w stronę mamy szukającej zapałek. Zapaliłyśmy świeczki w pokoju mojej siostry i w dużym pokoju. Moja mama zmartwiła się, że nie włączą prądu, a jej ulubiony program się zacznie! Jak by nie było ważniejszych powodów! Wróciłam do swojego pokoju by kończyć odrabiać pracę domową. Moi rodzice poszli do pokoju i patrzyli na falę zapalających się świateł, aż do naszego mieszkania :)
Czas leci a ty ciągle w tych internetach... Może chociaż poczytasz coś ciekawego? Mogę cię zapewnić, że tutaj jest to również dziwne i szalone... Takie bywają przemyślenia... Tak czy inaczej zapraszam!
sobota, 21 listopada 2015
piątek, 20 listopada 2015
Wszyscy na tym świecie są szaleni.
- Ale ja nie chciałabym mieć do czynienia z wariatami - rzekła Alicja.
- O, na to nie ma już rady - odparł Kot. - Wszyscy mamy tutaj bzika. Ja mam bzika, ty masz bzika.
- Skąd może pan wiedzieć, że ja mam bzika? - zapytała Alicja.
- Musisz mieć. Inaczej nie przyszłabyś tutaj.
Lewis Carroll - Alicja w Krainie Czarów ...
- Ale ja nie chciałabym mieć do czynienia z wariatami - rzekła Alicja.
- O, na to nie ma już rady - odparł Kot. - Wszyscy mamy tutaj bzika. Ja mam bzika, ty masz bzika.
- Skąd może pan wiedzieć, że ja mam bzika? - zapytała Alicja.
- Musisz mieć. Inaczej nie przyszłabyś tutaj.
Lewis Carroll - Alicja w Krainie Czarów ...
środa, 4 listopada 2015
Kornelia
Kornelia kucała koło swojego przyjaciela i głaskała go
po główce. Ten ćwierknął do niej i usiadł jej na ramieniu. Ona wstała i
powędrowała w stronę starego opuszczonego domu, gdzie mieszkała kiedyś jej
babcia. Teraz już jej tam nie było. Tak samo jak taty. Oboje odeszli w jednym
kierunku. Do grobu. Zginęli w wypadku, który wydarzył się kilka lat
wcześniej. Wracając jednak do Korneli i
jej przyjaciela drozda - szli do opuszczonego domu. Kornelia zostawiła tam
plecak z książkami. Podeszła do furtki, złapała za gałkę i przekręciła. Weszła
do ogrodu, którego czasy świetności minęły już dawno. Jedynie kępa chabrów
bławatków ciągle się trzymała. Babcia Korneli mówiła, że symbolizują one jedyne
szczęście. Na samym środku ogrodu znajdowała się ściana rozpoczynająca dom.
Tylko, że ten dom również czasy świetności miał za sobą. Został sprzedany mamie
Korneli – Julii. Nadawał się jednak do rozbiórki, a to przecież też kosztuje.
Pani Julia jednakże wielu pieniędzy nie miała. Ledwo co wystarczało na
rachunki, kredyty, pożywienie i ubrania. Dziewczyna złapała plecak i założyła
go na plecy. Wyszła z parceli i zaczęła się kierować w stronę ulicy Bagiennej,
gdzie znajdowała się stara kamienica, w której mieszkała. Drozda zostawiła przy
drzewie, ale ten nie chciał jej opuszczać. Widział, że nie jest specjalnie
wesoła i chciał jej pomóc. Zaczął latać dookoła niej i ćwierkać żarty.
Kornelia rozumiała, że chce ją rozweselić, więc się uśmiechnęła. Ptak jednak nie
przestawał. W pewnym momencie zauważył idącego Juliana, więc usunął się z
widoku. Dziewczyna zaczęła się rozglądać gdzie poleciał, lecz wtedy, nieoczekiwanie wpadła na chłopaka mówiącego do niej –Cześć, i oboje się wywrócili.
- Wybacz nie chciałam…
- Nic się nie stało – Julian uśmiechnął się do niej –
Co tam u ciebie?
- A nic – odpowiedziała dziewczyna i odeszła od niego.
Otworzyła drzwi od klatki i
wspięła się na siódme piętro kamienicy.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
