Kornelia kucała koło swojego przyjaciela i głaskała go
po główce. Ten ćwierknął do niej i usiadł jej na ramieniu. Ona wstała i
powędrowała w stronę starego opuszczonego domu, gdzie mieszkała kiedyś jej
babcia. Teraz już jej tam nie było. Tak samo jak taty. Oboje odeszli w jednym
kierunku. Do grobu. Zginęli w wypadku, który wydarzył się kilka lat
wcześniej. Wracając jednak do Korneli i
jej przyjaciela drozda - szli do opuszczonego domu. Kornelia zostawiła tam
plecak z książkami. Podeszła do furtki, złapała za gałkę i przekręciła. Weszła
do ogrodu, którego czasy świetności minęły już dawno. Jedynie kępa chabrów
bławatków ciągle się trzymała. Babcia Korneli mówiła, że symbolizują one jedyne
szczęście. Na samym środku ogrodu znajdowała się ściana rozpoczynająca dom.
Tylko, że ten dom również czasy świetności miał za sobą. Został sprzedany mamie
Korneli – Julii. Nadawał się jednak do rozbiórki, a to przecież też kosztuje.
Pani Julia jednakże wielu pieniędzy nie miała. Ledwo co wystarczało na
rachunki, kredyty, pożywienie i ubrania. Dziewczyna złapała plecak i założyła
go na plecy. Wyszła z parceli i zaczęła się kierować w stronę ulicy Bagiennej,
gdzie znajdowała się stara kamienica, w której mieszkała. Drozda zostawiła przy
drzewie, ale ten nie chciał jej opuszczać. Widział, że nie jest specjalnie
wesoła i chciał jej pomóc. Zaczął latać dookoła niej i ćwierkać żarty.
Kornelia rozumiała, że chce ją rozweselić, więc się uśmiechnęła. Ptak jednak nie
przestawał. W pewnym momencie zauważył idącego Juliana, więc usunął się z
widoku. Dziewczyna zaczęła się rozglądać gdzie poleciał, lecz wtedy, nieoczekiwanie wpadła na chłopaka mówiącego do niej –Cześć, i oboje się wywrócili.
- Wybacz nie chciałam…
- Nic się nie stało – Julian uśmiechnął się do niej –
Co tam u ciebie?
- A nic – odpowiedziała dziewczyna i odeszła od niego.
Otworzyła drzwi od klatki i
wspięła się na siódme piętro kamienicy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz