sobota, 21 października 2017

Świat kości

- Mariusz ... -szepnęła mi do ucha wyciągając kawę z górnej półki.
Spojrzałem na nią pytająco.
- Nie uwierzysz co przed chwilą widziałam...
Nigdy nie spodziewał bym się ze usłyszę od niej te słowa.
- Na twoim wyburzonym skrzyżowaniu pojawił się nowy sklepik. Wygląda jak nowy jest strasznie piękny. Musimy tam iść! Mariusz proszę! - blondynka zrobiła wiele oczy.
Nie spodziewałem się, że wiadomość będzie dotyczyła czegoś tak błahego. Wypiłem herbatę. Opowiedziałem o stanie moich łokci i kostek. Następnie ubrałem płaszcz i poszliśmy na ruiny skrzyżowania.
Szliśmy jakieś trzy minuty. Pierwszy raz Alicja opowiedziała mi coś o swojej rodzinie. Dowiedziałem się, że jej dziadek byłe zegarmistrzem i prowadził równie kolorowy sklep co ten nowy na skrzyżowaniu.
Moje mieszkanie mieściło się na ul. Klonowej. Do skrzyżowania ulic Magicznej i Brzozowej prowadziło przejście przez mały park. Właśnie wychodziliśmy przez furtkę by ujrzeć witrynę sklepu, gdy dostrzegłem Stiwa przed moją stopą. Wystraszyłem się niemiłosiernie. Co Stiw robił na zewnątrz przecież zamknąłem go w mieszkaniu na drugim piętrze. Alicja pogłaskała prosiaka po czym założyła mu smycz.
-Skąd ty ją?!
Zaistniała sytuacja była dość dziwna jak na moje normalne życie z hasztagami
#witoutmilk #popsutyukladkostny
Ala mrugnęła lewym okiem. Poszliśmy dalej w trójkę.
Sklep rzeczywiście był kolorowy. Stojąc przed nim już można było dostrzec różowo zielone wnętrze. Drzwi były drewniane. Nigdy wcześniej takich nie widziałem. Wyglądały na niepasujące do reszty. Przeszedł mnie dreszcz. Poczułem się jak w różowej kostnicy. Stiw chrumkał radośnie a Alicja otworzyła drzwi. Oboje weszli do środka nie zważając na moje zaniepokojenie widoczne na twarzy. Poszedłem za nimi.
Usłyszałem dźwięk dzwoneczka takiego jak wisi w większości sklepów. W pomieszczeniu unosił się zapach czegoś pomiędzy naleśnikami, motylami a niebezpieczeństwem. Odruchowo złapałem za moją kieszonkową łyżkę do butów. Nie służyła do samoobrony, ale jakbym nią uderzył niekoniecznie nic by się nie wydarzyło... Rozejrzałem się dookoła. Sklepik nie był zbyt duży. Na środku stały trzy półki na których stały jakieś zabawki przypominające ludzkie kości. Kostka mi przeskoczyła. Alicja przyglądała się im z zaciekawieniem a Stiw obwąchał wszystkie dolne półki. Ja natomiast zacząłem szukać wzrokiem sprzedawcy, właściciela czy kogoś w tym rodzaju.
Zza starej lady wysunął się starszy mężczyzna. Powiedziałbym, że pamięta czasy moich dziadków a może i pradziadków. Staruszek spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Miło mi widzieć pierwszych klientów – rzekł zachrypniętym głosem. Stałem tyłem, ale  czułem jak słowa przeszyły mnie od środka. Odwróciłem się na pięcie. Kostka głośno strzyknęła. Mężczyzna spojrzał na moją nogę zaciekawiony.

– Kiedyś moje też tak strzykały… - zaśmiał się i zniknął za parawanem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz