piątek, 22 grudnia 2017

Znamy się już wiele lat J
Kolejne święta say WHAT
Najlepsze życzenia ślę
Radości, szczęścia dla ciebie chcę
Miłość i przyjaźń za rogiem
Radujmy się z naszym bogiem
Bo narodził się on
Zajął wreszcie tron!

Wesołych świąt!!!

sobota, 21 października 2017

Świat kości

- Mariusz ... -szepnęła mi do ucha wyciągając kawę z górnej półki.
Spojrzałem na nią pytająco.
- Nie uwierzysz co przed chwilą widziałam...
Nigdy nie spodziewał bym się ze usłyszę od niej te słowa.
- Na twoim wyburzonym skrzyżowaniu pojawił się nowy sklepik. Wygląda jak nowy jest strasznie piękny. Musimy tam iść! Mariusz proszę! - blondynka zrobiła wiele oczy.
Nie spodziewałem się, że wiadomość będzie dotyczyła czegoś tak błahego. Wypiłem herbatę. Opowiedziałem o stanie moich łokci i kostek. Następnie ubrałem płaszcz i poszliśmy na ruiny skrzyżowania.
Szliśmy jakieś trzy minuty. Pierwszy raz Alicja opowiedziała mi coś o swojej rodzinie. Dowiedziałem się, że jej dziadek byłe zegarmistrzem i prowadził równie kolorowy sklep co ten nowy na skrzyżowaniu.
Moje mieszkanie mieściło się na ul. Klonowej. Do skrzyżowania ulic Magicznej i Brzozowej prowadziło przejście przez mały park. Właśnie wychodziliśmy przez furtkę by ujrzeć witrynę sklepu, gdy dostrzegłem Stiwa przed moją stopą. Wystraszyłem się niemiłosiernie. Co Stiw robił na zewnątrz przecież zamknąłem go w mieszkaniu na drugim piętrze. Alicja pogłaskała prosiaka po czym założyła mu smycz.
-Skąd ty ją?!
Zaistniała sytuacja była dość dziwna jak na moje normalne życie z hasztagami
#witoutmilk #popsutyukladkostny
Ala mrugnęła lewym okiem. Poszliśmy dalej w trójkę.
Sklep rzeczywiście był kolorowy. Stojąc przed nim już można było dostrzec różowo zielone wnętrze. Drzwi były drewniane. Nigdy wcześniej takich nie widziałem. Wyglądały na niepasujące do reszty. Przeszedł mnie dreszcz. Poczułem się jak w różowej kostnicy. Stiw chrumkał radośnie a Alicja otworzyła drzwi. Oboje weszli do środka nie zważając na moje zaniepokojenie widoczne na twarzy. Poszedłem za nimi.
Usłyszałem dźwięk dzwoneczka takiego jak wisi w większości sklepów. W pomieszczeniu unosił się zapach czegoś pomiędzy naleśnikami, motylami a niebezpieczeństwem. Odruchowo złapałem za moją kieszonkową łyżkę do butów. Nie służyła do samoobrony, ale jakbym nią uderzył niekoniecznie nic by się nie wydarzyło... Rozejrzałem się dookoła. Sklepik nie był zbyt duży. Na środku stały trzy półki na których stały jakieś zabawki przypominające ludzkie kości. Kostka mi przeskoczyła. Alicja przyglądała się im z zaciekawieniem a Stiw obwąchał wszystkie dolne półki. Ja natomiast zacząłem szukać wzrokiem sprzedawcy, właściciela czy kogoś w tym rodzaju.
Zza starej lady wysunął się starszy mężczyzna. Powiedziałbym, że pamięta czasy moich dziadków a może i pradziadków. Staruszek spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Miło mi widzieć pierwszych klientów – rzekł zachrypniętym głosem. Stałem tyłem, ale  czułem jak słowa przeszyły mnie od środka. Odwróciłem się na pięcie. Kostka głośno strzyknęła. Mężczyzna spojrzał na moją nogę zaciekawiony.

– Kiedyś moje też tak strzykały… - zaśmiał się i zniknął za parawanem.

piątek, 29 września 2017

Ulubiony kolor

Pytanie o ulubiony kolor jest do trudne. Czy faworyzowanie kolorów to coś dobrego? Każdy lubię w inny sposób... Zielony na przykład podoba mi się w parkach pod pięknym słonecznym oświetleniem, natomiast na ścianie w pokoju niezbyt go widzę. Błękitny - kolor nieba, tylko tam mi pasuje. W innym odcieniu nieba sobie nie wyobrażam. Bordowy natomiast jest idealny na sweter. Wygląda olśniewająco, ale czy porównywać go mogę z wcześniej wymienionymi? Podsumowując po prostu uwielbiam kolory jak ślepy co właśnie przejrzał.

środa, 20 września 2017

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Problemy Ślimaka: Przyzwyczajenie, technologia i jabłka

Leżałam na mokrej trawie patrząc w chmury. Do końca wakacji zostały już tylko dwa tygodnie. Od przyjęcia Makaronu do znajomych dostawałam mnóstwo wiadomości. Odpisywałam krótko, bo nie lubiłam się rozpisywać. Po kilku tygodniach jego zapał zgasł. Pisał raz na kilka dni. Nie przeszkadzało mi to. Kochałam spokój ciszę i brak technologii. Dlatego wyjechaliśmy do leśnego domku nad jeziorem. Bez technologii. Zero telefonu, laptopa czy innych mediów. Jednak w tamtej chwili niczego tak bardzo nie pragnęłam jak odpisać na jego wiadomość. Brakowało mi tego dźwięku przychodzącej wiadomości. Przyzwyczaiłam się do niego. Tak samo było kilkanaście lat wcześniej z jedzeniem jabłek. Jesienią cały dom pachniał szarlotką, a latem zapach uciekł. Uciekł, ale wrócił. Czy Makaron wróci? Wtedy nawet nie wiedziałam czy wysłał choć jedną malutką wiadomość. Czułam tylko jak moknie mi niebieska koszulka.

wtorek, 4 lipca 2017

Problemy ślimaka: Szczęście, deszcz i Makaron.

Tego ranka miałam plan wyjść na krótki spacer. No więc zjadłam banana na śniadanie, ubrałam się i wyszłam. Spacerowałam wzdłuż głównej ulicy. Zaczęło kropić. Nagle jakiś baran wpadł na mnie, bo lampił się w swoją komórkę.
- Sorry - rzucił od niechcenia.
- U nas to bardziej przepraszam - rzekłam ozięble i dodałam - Widać, że w tej komórce mózg ci wyprało.
Chłopak podniósł głowę z telefonu. Spojrzał na mnie. Podejrzewam, że chciał coś powiedzieć, lecz odebrało mu mowę. Jego źrenice wydawały się powiększać, a wszystkie ruchy wykonywał w ślimaczym tempie. Uniosłam brwi i ruszyłam dalej. Spokoju jednak już nie miałam. Chłopak szedł za mną. W pewnym momencie podszedł bliżej.
- A tak w ogóle jak się nazywasz? Ja jestem Makaron. Znaczy Marek, ale wszyscy mówią na mnie Makaron- powiedział.
- Ślimak - odpowiedziałam jednocześnie przyśpieszając kroku.
- Ślimak? Dlaczego? Twoje tempo na pewno na to nie wskazuje - zdziwił się.
Nie czułam już spadających kropli wody we włosach.
- Pojawiam się tylko po deszczu - uśmiechnęłam się - Potem znikam i czekam na kolejny.
- To ja poczekam... Mieszkasz gdzieś nie daleko? Masz Facebooka?
- Kamila Śmigielska.
Makaron zwolnił, ja przyśpieszyłam.
Doszłam do placu zabaw. Naprawdę byłam szczęśliwa. Znowu padał deszcz. Huśtałam się na huśtawce. Woda spływała po mojej wodoodpornej kurtce. Mokre włosy wleciały mi do ust. Patrzyłam w niebo. Wreszcie miałam spokój. Wakacje zaczęły się tydzień wcześniej, ale poczułam je dopiero w tamtej chwili.
Uśmiechnięta zeszłam z huśtawki. Złapałam za ramię mojego zielonego plecaka i cała mokra kierowałam się w stronę domu. Nawet głód nie mógł przeszkodzić mi w radowaniu się chwilą.
Ugotowałam wodę i wrzuciłam do niej makaron. Dodałam pesto. Zaczęłam rozmyślać o tym co się wydarzyło...

środa, 14 czerwca 2017

Świat kości

Siedziałem na sofie rozmyślając o tym co czeka mnie w przyszłości. Nikt nie sądził, że to wszystko potoczy się tak dziwną ścieżką. Kupiłem sobie świnkę, byłem szczęśliwy. Nazwałem prosiaka Stiw, bo brzmiało jak staw, a moje problemy ze stawami stawały się coraz bardziej widoczne i odczuwalne. Moje myśli pobiegły w kierunku zrobienia herbaty z cytryną. Ocknąłem się. Wstałem i zagotowałem wodę. W tym momencie usłyszałem dzwonek do drzwi. Alicja miała wpaść do mnie na kawę. Kompletnie o tym zapomniałem.
Fizjoterapeutka co tydzień przychodziła żeby pogadać o moim układzie kostnym. Sam nigdy nie piłem kawy. Po mleku miałem odruchy wymiotne. Nienawidziłem tego uczucia, a sam zapach kawy nie cieszył mnie tak bardzo jak Alicji. Ona chyba była uzależniona. W sumie trudno mi było powiedzieć. Nigdy nie interesowałem się jej życiem prywatnym. Zawsze to ona pytała się o moje. Powiedziałbym, że nic o niej nie wiedziałem, ale tak nie było. Pomimo braku rozmów na temat jej życia wiedziałem o niej więcej niż ktokolwiek inny. Znałem jej mowę ciała. Po za kawą kochała czekoladę. Zawsze jedliśmy banany w czekoladzie. Ja do malinowej herbaty, ona do zbyt mlecznej kawy.
Otworzyłem drzwi. Alicja mnie przytuliła po czym bez słowa weszła do środka. Była dziwnie wesoła w tej ciszy.
- Mariusz ... -szepnęła mi do ucha wyciągając kawę z górnej półki.
Spojrzałem na nią pytająco.
- Nie uwierzysz co przed chwilą widziałam...

Nigdy nie spodziewał bym się ze usłyszę od niej te słowa.

poniedziałek, 22 maja 2017

Zakłócam przekaz. Za dużo danych. Nie długo nie będzie niczego.
Za dużo synchronów. Powtórzeń.
Równowaga została zakłócona.
Przestała istnieć.

czwartek, 4 maja 2017

Problemy Ślimaka: Płuco, serce i skorupa

Siedziałam na kanapie po raz kolejny przyswajając wiedzę na temat ślimaków. Czytałam o najbardziej pospolitym winniczku. Nigdy bym nie pomyślała, że ten mały mięczak w skorupie ma serce. Żeby tego było mało płuco też tam ukrywa. Zastanawiałam się czy po zdjęciu skorupy ślimak umrze, bo nie będzie miał jak oddychać. Może skorupy nie da się zdjąć... A może sprytny winniczek wciąga płuco, serce i wątrobę w nogę co daje mu możliwość przetrwania... Nie chyba nie...

czwartek, 20 kwietnia 2017

Problemy Ślimaka: Reduta Ordona, pamięć i kisiel

Spojrzałam na kartkę. Substancja zaczęła się przesuwać w stronę tekstu. Siedziałam z nienaturalnym dla mnie spokojem. Nie byłam w stanie nic zrobić. Moje ręce odmówiły posłuszeństwa a oczy uznały, że to idealny czas na obserwowanie. Nadal nie miała pojęcia w jaki sposób kisiel znalazł się na mojej jedynej wydrukowanej wersji Reduty Ordona. Prąd wysiał kilka minut wcześniej. Tutaj zdarzało się to dość często. Takie zadupie. Następnego dnia miałam wyrecytować trzy akapity utworu Mickiewicza, a w tamtym momencie nie była wstanie wypowiedzieć dwóch wersów. Podręcznik oczywiście zostawiłam w szafce, a telefon ledwo trzymał się na 10%. Oparłam się głową o ścianę. Tylko na to pozwolił mi mój organizm. Po chwili kartka tonęła w gęstym kisielku mojej ciotki. Mięśnie postanowiły wreszcie posłuchać rozkazu z mózgu. Złapałam za najmniej zatopiony róg kartki i powoli wyciągałam ją na powierzchnie. Delikatnie zsunęłam resztki kisielu z powrotem do kubka. Zauważyłam jednak, że większość literek się rozmyła i biorąc pod uwagę brak moich okularów do czytania byłam bliska niezdania z polskiego. Że też akurat w tamtym tygodniu tata postanowił zabrać mamę na romantyczną wycieczkę do Paryża.
Uznałam jednak, że nie ma co się martwić. Taka wola gęstego kisielku. Nauczę się przed lekcją tyle ile dam radę... Choć z moim ślimaczym tempem nauki... Najwyżej będę robić jakieś prace dodatkowe...

piątek, 7 kwietnia 2017

Chęci to tylko chęci. Nic nie warte puste myśli. Życie i tak wszystko posunie inaczej.

sobota, 18 marca 2017

Każda decyzja wprowadza zmianę. Każda zmiana, choć nie zawsze się tak wydaje, jest dobra. Zawsze lepiej na chwile się cofnąć niż bezczynnie stać w miejscu.

piątek, 3 marca 2017

Powiedziałam do Amelii, żeby przestała przejmować się innymi olała to wszystko i po prostu zamknęła oczy… już na zawsze. Tak będzie najłatwiej. Może najlepiej. Lecz ona zamknęła oczy i otworzyła z największą siłą jaką kiedykolwiek widziałam. Uśmiechnęła się i wyjaśniła, że to najgłupsze co może teraz zrobić. Teraz to ona musi się zamknąć, zjeść lody, a potem to wszystko naprawić.

sobota, 18 lutego 2017

Mowa zależna i niezależna

Mowa niezależna. Cytowanie. W cudzysłowie. Po myślniku.

Mowa zależna. Zależy od ciebie jak dokładnie będzie wyglądała.
-Wiedza, którą zdobywasz codziennie coś z pewnością kształtuje... Tylko co?
- No jak to co? Mnie.
- No jak ciebie?
- Normalnie. Gdybym nie zdobywała wiedzy nie wiedziałabym dlaczego dzieje się to co się dzieje. A to co się dzieje kształtuje mnie. Moje obserwacje-zdobyta wiedza, całe moje otoczenie kształtuje mnie.

niedziela, 29 stycznia 2017

Marysia spokojnie spoglądała na książkę stojącą na regale wśród swoich przyjaciół. Przycupnęła na pufie i zaczęła się zastanawiać nad jej procesem twórczym. Jak to się stało, że jakiś człowiek był w stanie napisać kilka tysięcy, a może i milionów słów, które miały sens i kleiły się w jedną spójną całość i w dodatku przyciągały czytelnika. Jak to się stało, że słowa te zostały przelane na papier, że udało im się trafić do drukarni, a później do księgarni. Jak?