- Mariusz ... -szepnęła mi do ucha wyciągając kawę z
górnej półki.
Spojrzałem na nią pytająco.
- Nie uwierzysz co przed chwilą widziałam...
Nigdy nie spodziewał bym się ze usłyszę od niej te słowa.
- Na twoim wyburzonym skrzyżowaniu
pojawił się nowy sklepik. Wygląda jak nowy jest strasznie piękny. Musimy tam
iść! Mariusz proszę! - blondynka zrobiła wiele oczy.
Nie spodziewałem się, że wiadomość
będzie dotyczyła czegoś tak błahego. Wypiłem herbatę. Opowiedziałem o stanie
moich łokci i kostek. Następnie ubrałem płaszcz i poszliśmy na ruiny
skrzyżowania.
Szliśmy jakieś trzy minuty.
Pierwszy raz Alicja opowiedziała mi coś o swojej rodzinie. Dowiedziałem się, że
jej dziadek byłe zegarmistrzem i prowadził równie kolorowy sklep co ten nowy na
skrzyżowaniu.
Moje mieszkanie mieściło się na
ul. Klonowej. Do skrzyżowania ulic Magicznej i Brzozowej prowadziło przejście
przez mały park. Właśnie wychodziliśmy przez furtkę by ujrzeć witrynę sklepu,
gdy dostrzegłem Stiwa przed moją stopą. Wystraszyłem się niemiłosiernie. Co
Stiw robił na zewnątrz przecież zamknąłem go w mieszkaniu na drugim piętrze.
Alicja pogłaskała prosiaka po czym założyła mu smycz.
-Skąd ty ją?!
Zaistniała sytuacja była dość
dziwna jak na moje normalne życie z hasztagami
#witoutmilk #popsutyukladkostny
Ala mrugnęła lewym okiem.
Poszliśmy dalej w trójkę.
Sklep rzeczywiście był kolorowy.
Stojąc przed nim już można było dostrzec różowo zielone wnętrze. Drzwi były
drewniane. Nigdy wcześniej takich nie widziałem. Wyglądały na niepasujące do
reszty. Przeszedł mnie dreszcz. Poczułem się jak w różowej kostnicy. Stiw chrumkał
radośnie a Alicja otworzyła drzwi. Oboje weszli do środka nie zważając na moje
zaniepokojenie widoczne na twarzy. Poszedłem za nimi.
Usłyszałem dźwięk dzwoneczka
takiego jak wisi w większości sklepów. W pomieszczeniu unosił się zapach czegoś
pomiędzy naleśnikami, motylami a niebezpieczeństwem. Odruchowo złapałem za moją
kieszonkową łyżkę do butów. Nie służyła do samoobrony, ale jakbym nią uderzył
niekoniecznie nic by się nie wydarzyło... Rozejrzałem się dookoła. Sklepik nie
był zbyt duży. Na środku stały trzy półki na których stały jakieś zabawki
przypominające ludzkie kości. Kostka mi przeskoczyła. Alicja przyglądała się im
z zaciekawieniem a Stiw obwąchał wszystkie dolne półki. Ja natomiast zacząłem
szukać wzrokiem sprzedawcy, właściciela czy kogoś w tym rodzaju.
Zza starej lady wysunął się
starszy mężczyzna. Powiedziałbym, że pamięta czasy moich dziadków a może i
pradziadków. Staruszek spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Miło mi widzieć pierwszych
klientów – rzekł zachrypniętym głosem. Stałem tyłem, ale czułem jak słowa przeszyły mnie od środka. Odwróciłem
się na pięcie. Kostka głośno strzyknęła. Mężczyzna spojrzał na moją nogę
zaciekawiony.
– Kiedyś moje też tak strzykały… -
zaśmiał się i zniknął za parawanem.